wtorek, 5 maja 2015

Podkład do twarzy Inglot HD Perfect Coverup 71 Warto?

Zanim zakupiłam ten podkład, bardzo długo zastanawiałam się nad jego kupnem. Ciągle czytałam opinie, które zresztą wiele mi nie dały, gdyż bardziej były na nie niż na tak. Ekspedientki w Inglocie wychwalały ten produkt, mówiąc ,że do mojej suchej cery jak najbardziej podejdzie. Przy tej rozmowie zapytałam się jednej, jaką ona ma cerę skoro ona używa tego produktu, po namyśle odparła ,że mieszaną. W opiniach wyczytałam ,że klientkom o tłustej cerze również polecały ten produkt. Na to wychodzi ,że jest to produkt dla każdej cery, czy to możliwe? No cóż, taka praca ekspedientek. :)



Długo nie przekonywała mnie również cena. Moje doświadczenie za każdym razem pokazywało mi, że podkład 5-10zł sprawdza się dużo lepiej niż te za 40 czy nieszczęsny Bourjois Flower Perfection za 70 zł. Przez właśnie takie akcje, bałam się ,że znów będę płakać ,że kupiłam coś drogiego a beznadziejnego. W końcu dorwałam się do testu Maxineczki, i po słowach ,że jest to wersja Double Wear z Estee Lauder dla cery w kierunku suchej, uległam. No ,ale nadal ta cena... ale zbyt mocno go pożądałam. ;)



Poszłam więc do Inglota. Podeszłam do Pani, powiedziałam co chcę kupić od razu z informacją, że mój obecny podkład jest za ciemny (ah te tanie podkłady, ah ta nadzieja ,że częściej będę używać samoopalacza). Posadziła mnie więc na Inglotowskim krzesełku. Pierwsze sprawdziła odcień drugi, 72, na odcinku pomiędzy gardłem a brodą. Jednak wierząc jej słowom zaczął żółknąć. Zabrała się więc za odcień 71, który już wg niej pasował. Tak więc poszłam do kasy i pożegnałam moje 75 zł z nadzieją o lepszą twarz ;)



Z czasem tylko przekonywałam się, jak bardzo dobry jest ten podkład.

 W końcu znalazłam podkład który stapia się z moją cerą i pasuje do mojej szyi.

Podkład ma bardzo dobre krycie, nie używam już korektorów, gdyż to one już mają słabsze krycie. Nie mam tu na myśli, że podkład robi nam kopułę na twarzy, lecz to, że krycie możemy stopniować - tam gdzie niedoskonałość - nieco większa ilość podkładu.

 Na ogromny plus działa to, że podkład nie wysusza. Nie pozostawia mi żadnych suchych skórek nawet jeżeli nie nawilżam skóry przez kilka dni. Już przeszłam podkłady które wysuszały mi skórę na wiór co działało łańcuchem podkład->peeling->nawilżanie->zmasakrowana skóra. Tutaj mam wrażenie, że Inglot wręcz moją skórę nawilża, chroni ją, aby się nie wysuszała. Jest to ogromny ogromny plus bo tego bałam się najbardziej. Twarz po podkładzie wygląda cudownie, gładko, jedwabiście, jednolicie. Coś cudownego. Na zdjęciach to samo, twarz wygląda pięknie, nie ma mowy o jakiś nierównościach.

Producent ostrzega na opakowaniu, aby nie używać podkładu pod oczy. Ogólnie znam tę zasadę - podkład jest ciężki, nie można używać go pod oczy. Jednak mój korektor pod oczy się skończył a wszystkie ,którymi byłam zainteresowana miały opinię "wysusza, nie pod oczy". Tak więc 2 razy użyłam go pod oczy. Dlaczego tylko dwa? Dlatego, że podkład je szczypie. Oczy po niedługim czasie robiły się czerwone i miałam uczucie wyschniętych, zmęczonych oczu. Nieprzyjemna sytuacja, dlatego właśnie musiałam wyciągnąć rączki po moje kółeczko korektorów z Wibo. ;)

Co do trwałości, podkład wytrzymuje cały dzień. Niestety mam symptom czerwonego nosa, dlatego pod koniec dnia poprawki u mnie wymaga jedynie przebijająca czerwień. Czyli klasyczne "przypudrowanie" noska i wszystko jest tak jak było.

Taki stan rzeczy jaki opisałam utrzymuje się od kilku dobrych miesięcy. :) Nic się nie zmienia, moja skóra z czasem nie reaguje inaczej, nie zaczęło mnie sypać.


Krótko wspomnę o opakowaniu. Plastikowa i prosta buteleczka. Bez żadnych niepotrzebnych wzorków. Dzięki temu wygląda profesjonalnie. Buteleczka oczywiście po zakupie jest w czarnym kartoniku Inglot.


Buteleczka ma w sobie system air-less, co oznacza, że w pojemniczku z podkładem nie ma powietrza, a więc wyciskając podkład, podłoże buteleczki naciska na fluid w taki sposób, aby zużyć go do ostatniej kropli i zobaczyć, ile w rzeczywistości go zostało.
Pompka - solidna, nie ma z nią problemów. Nie pęka, nie kaprysi, chcemy podkład - dostajemy podkład. ;)

Co do wydajności. Mimo ,że jest go aż 35 ml, mam wrażenie ,że jest on mało wydajny. Może nie tyle co mało, co po prostu średnio. Możliwe ,że to dlatego, że przy innych podkładach nie widziałam tak dosłownie ile produktu ubywa. Były to albo tubki, albo buteleczki w których podkład nie spływał równomiernie. Z zasady podkład w buteleczkach plastikowych czy szklanych wystarcza na dłużej niż z tubki, jednak Inglot przy codziennym użytkowaniu wystarczyłby mi na może 3 miesiące. Dla innych może to nie być wcale mało, no ,ale szklane buteleczki do tej pory wytrzymywały te 6 miesięcy wcale nie oszczędzając. Z tego powodu od jakiegoś czasu zaczęłam wykańczać moje stare podkłady (co zresztą ma sens ;)) a kiedy bardziej mi zależy na wyglądzie używam Inglota. Tak będę w stanie dłużej nim się cieszyć. Nie chodzi tu o to, że już tego podkładu nie kupie, lecz o to, że cena jest dość spora. Ja jeszcze kupiłam go za czasów 75 zł, teraz jest to 79. Niby 4 zł różnicy, ale wcześniej jednak była myśl "70 zł" a teraz jest "80 zł". ;)

Podkład ten utrzymał mój szał na firmę Inglot. Jak do tej pory żaden produkt mnie nie rozczarował. Na dodatek jak wiemy, produkty Inglota mają lepszy skład od innych firm, a co dla mnie najważniejsze, INGLOT NIE TESTUJE NA ZWIERZĘTACH. Jest to główna cecha Inglota, która trzyma mnie przy tej marce. No i nie zapominajmy ,że jest to polska marka, a my lubimy polskie marki. :)


Czy kupiłabym ten produkt ponownie? Tak i prawdopodbnie to zrobię! Jest to mój najlepszy podkład jak do tej pory. Do ideału brakuje mu zostanie w nienaruszonym stanie na twarzy do zmycia, no ale skóra w ciągu dnia działa tak więc i podkład dlatego jest to niemożliwe. :) Inglocie, oczarowałeś mnie poraz kolejny!




 Już niedługo dodam zdjęcia jak prezentuje się na skórze. :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz